Operetka - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Operetka - zdjęcie ze spektaklu
projekt plakatu Mariusz Grzegorzek
autor
Witold GOMBROWICZ
reżyseria, scenografia, światło
Waldemar ZAWODZIŃSKI
współpraca scenograficzna
Katarzyna ZBŁOWSKA
kostiumy
Maria BALCEREK
choreografia
Paweł KUŁAGA
muzyka
Tomasz KIESEWETTER
przygotowanie wokalne
Barbara PANEK-PIĘTKOWSKA
przygotowanie muzyczne
Paweł SERAFIŃSKI
asystent reżysera
Bogusław SUSZKA
inspicjentka, suflerka, asystentka reżysera
Anna KRÓLIKOWSKA
muzycy
Michał ZARYCH, Kinga CZECH, Paweł MIROWSKI, Kamil BIADAŁA, Kamil LESZCZYŃSKI, Wiktoria KOZIARA, Ozeasz BŁASZCZYK

O spektaklu

To obsadowo największe przedstawienie naszego teatru: 37 osób na scenie. Śpiew, taniec i muzyka w wykonaniu kameralnej orkiestry. Żart na najwyższym poziomie i zastygający uśmiech. Witold Gombrowicz we wstępie do „Operetki” pisał: O ile opera jest czymś niemrawym, beznadziejnie wydanym pretensjonalności, o tyle operetka w swym boskim idiotyzmie, w niebiańskiej sklerozie, we wspaniałym uskrzydleniu się za sprawą śpiewu, tańca, gestu, maski jest dla mnie teatrem doskonałym, doskonale teatralnym. (...) Monumentalny idiotyzm z monumentalnym patosem dziejowym – maska operetki, za którą krwawi śmiesznym bólem wykrzywione ludzkości oblicze – to byłaby chyba najlepsza inscenizacja „Operetki” w teatrze.

Waldemar Zawodziński, przekładając „Operetkę” na język współczesnego teatru – pozostając wiernym Gombrowiczowi – tworzy nową, autorską formę. A w niej – jak sam mówi – pokazuje człowieka, który rezygnuje z siebie, z prawdy i poddaje się kolejnym dyktatom, kolejnym formom, które go krępują i zniewalają, a przed którymi w pewnym momencie nie ma już ucieczki.

Premiera na Dużej Scenie 9 / 10 / 11* listopada 2018 r.
* premiera z DZIENNIKIEM ŁÓDZKIM

Czas trwania spektaklu: 180 minut z dwiema przerwami

Recenzje

Nie ma tu miejsca na nudę, bo na scenie trwa istna galopada zdarzeń, postaci i obrazów. Arystokracja i proletariat, bal i rewolucja – mieszają się różne siły na scenie, podkręcając jeszcze dynamikę przedstawienia. Lekka, wpadająca w ucho muzyka Tomasza Kiesewettera – grana przez orkiestrę na żywo – nadaje rytm spektaklowi. Koresponduje z nią niezwykle żywiołowy taniec (choreografia Paweł Kułaga), a jego tempo jest tak szalone, że chyba tylko najmłodsi aktorzy są w stanie je wytrzymać. Na scenie powstaje naprawdę Gombrowiczowski „galop”.

Joanna Królikowska, tułódź.pl

"Prawie czterdzieścioro aktorów i muzyków na scenie, dziesiątki kostiumów, fantastyczne przygotowanie wokalne, znakomita, wręcz przebojowa, wpadająca w ucho muzyka, i świetna praca choreografa, bez wahania mogę napisać – że choćby dlatego Operetka będzie hitem u Jaracza. (...) Spektakl jest fantastycznie zagrany, Dorota Kiełkowicz i Andrzej Wichrowski w roli Himalajów świetni, Iwona Dróżdż-Rybińska cudownie spragniona nagości jako Albertynka, jakby żywcem wyjęta z Gombrowicza ze swoją kompleksją, także gratulacje za znakomitego hr. Szarma dla Karola Puciatego. Uwagę zwraca dopieszczony drugi plan, w ogóle - widać ogromny wysiłek całego zespołu.

Rafał Turowski, rafalturow.ski

Jest zabawnie, swobodnie, jest rozmach i energia. Ale jest też inteligentnie, jest myśl o historii i jej (bez)sensie i jest myśl o braku myśli – kwestia Księcia …bo my od dawna nie mamy żadnej myśli pada wyraźnie w stronę publiczności. Przede wszystkim jest jednak rytm – rytm operowych arii i ansamblów, wytupywany rytm zbiorowych układów choreograficznych, rytm teatralnej narracji wynikający z układu scen i precyzyjnej reżyserii. Zgranie tych rytmów w jedną strukturę powoduje, że teatralna machina działa bez zarzutu. Wzięta w galop publiczność ma też okazję do powtarzania za aktorami bezpretensjonalnego refrenu: ha, ha, ha, ha. Na przykład przy żarcie z rozkładaniem dywanu – lokaje ubrani jak kelnerzy tworzą ten dywan z… własnych ciał. Wielkie brawa także za scenę z rodzicami Albertynki. Grażyna Walasek i Bogusław Szuszką robią z niej perełkę: duet starszych, zdziwaczałych ludzi zamkniętych w kręgu powtarzanych w kółko kwestii, tworzących dwuosobową maszynę do robienia na drutach.

Piotr Grobliński, sngkultura.pl

XX wiek jawi się tu jako rewia mody, ujawniająca społeczne przemiany, grozę totalitarnych i rewolucyjnych zwrotów, zmierzch świata zrujnowanego dwoma wojnami. Operetce filozoficznej reżyser dał formę brawurowego widowiska. Sceny zbiorowe, perfekcyjnie dopracowane (uznanie dla choreografa Pawła Kułagi), są najmocniejszą stroną przedstawienia. Biorący w nich udział studenci PWSFTviT spisali się super. Zbiorowość jako siła, ale też tworzywo dla manipulatorów, została mocno zaakcentowana.

Renata Sas, Express Ilustrowany

Na scenie "Jaracza" dialektyka mieści się w FORMIE. Można by jej w tym przedstawieniu poświęcić specjalny tekst. Kompozycji scen zbiorowych, choreografii (kłania się świadomie zastosowany kicz), niuansom gry aktorskiej (swoisty Grand Guignol na wesoło), kostiumom z dowcipem, rodzajowi scenografii i charakteryzacji. To odwoływanie się do najróżniejszych gatunków i podgatunków sztuki nazywanej lekką, dramaturgia skrajności stylistycznych, ale kontrolowana. By nie przekroczyć granic, bo co staje się zbyt śmieszne, przestaje być groźne (z klasyki). (...) Ileż trzeba włożyć wysiłku, by doprowadzić do maestrii scen zbiorowych. By kilkadziesiąt osób poruszało się jak jeden mąż, zgodnie ze stylistyką epoki. W reinterpretacji sztuki Gombrowicza, współtwórcą spektaklu jest muzyka Kiesewettera, zamówiona niegdyś przez Dejmka. Przylega, jak druga skóra, do tekstu Gombrowicza, będąc pastiszem zwiewnych melodii, ale w połączeniu z drapieżnymi tekstami staje się wartością samą w sobie. Ten spektakl to głos teatru w roku stulecia odzyskania niepodległości.

Małgorzata Karbowiak, e-kalejdoskop

nagrody

Złota Maska dla MARII BALCEREK za najlepsze kostiumy w sezonie 2018/2019